Salezjanie na boisku

Już od kilku lat salezjanie z Inspektorii pw. świętego Wojciecha spotykają się na turniejach piłki halowej. Tym razem spotkanie odbyło się w Słupsku. Mecze zostały rozegrane w hali sportowej w pobliskiej Kobylnicy. Zarówno gościnna wspólnota ze Słupska, jak i wyrównany poziom gry sprawiły, że wszystkim towarzyszył dobrych humor, a sędzia nie pokazał żadnej kartki (o ile w ogóle je miał).


W turnieju zmierzyły się ze sobą trzy drużyny: „Szczecin i okolice”, „Rumia i Gdańsk” oraz „Słupsk i reszta świata”. Blisko 30 salezjanów (w tym jeden koadiutor – pan Tomasz Kędzierski oraz dwóch kleryków) znalazło chwilę czasu, aby w ukryciu przed młodzieżą nabierać formy do codziennej rywalizacji z młodymi ludźmi. Z uwagi na fakt, że spotkanie miało charakter turnieju ktoś musiał zająć pierwsze miejsce i zabrać ze sobą puchar. Najbardziej dopingowana przez publiczność drużyna „Słupsk i reszta świata” jako pierwsza zakończyła rozgrywanie meczy i z niecierpliwością czekała na wynik ostatniego spotkania. Zwycięstwo drużyny „Rumia i Gdańsk” w tym ostatnim spotkaniu sprawiło, że puchar, który na turniej przyjechał ze Szczecina tym razem powędrował dalej na wschód, do Rumi i Gdańska.
Chociaż ksiądz Tadeusz Itrych miał już przygotowane miejsce, aby pozostawić to cenne trofeum na jakiś czas w Słupsku. Nic straconego, bo kolejny mecz już nie długo – w lutym 2011 r.
Jak przystało na wielkie wydarzenie sportowe także i ten turniej miał swoje gwiazdy. Najwięcej ich znaleźć można było w bramkach wszystkich drużyn. Ksiądz proboszcz Krzysztof Wilkos (najstarszy uczestnik rozgrywek) bardzo dobrze broniący szczecińskiego „okienka” niejednokrotnie swoimi interwencjami wywoływał fale owacji, także u przeciwników. Ksiądz proboszcz Zbigniew Hul nie mniej skuteczny, dorównywał sprawnością najmłodszemu bramkarzowi – ks. Grzegorzowi Grubie. Z uwagi na wielość bohaterów linii obrony i ataku nie wymienimy nikogo imiennie.
Na zakończenie warto zaznaczyć obecność na trybunach ks. Stanisława Smuniewskiego – najbardziej wiernego kibica salezjańskich turniejów halowych, który okiem selekcjonera dostrzegał umiejętności wszystkich piłkarzy i korygował najmniejsze potknięcia.
Z pewnością ksiądz Bosko może być dumny ze swoich duchowych synów, którzy za wzorem swojego założyciela – kochają to, co kocha młodzieży i wierzą, że na „żywym” boisku nie ma miejsca dla szatana.

Top